Wywiad z Karoliną Hamer dla www.karolinahamer.com
Kilkanaście tytułów Międzynarodowej Mistrzyni, medale Mistrzostw Świata i Europy, Rekordy Polski, powołanie do Kadry Narodowej i dwukrotny udział w Igrzyskach Paraolimpijskich. Jak pośród odbierania kolejnych nagród i przyjmowania gratulacji pozostać sobą? Jak nie zmienić swojej osobowości i stosunku do świata? Czy możliwe jest, by otaczający ludzie nie zmienili wtedy do nas podejścia? O dystansie do wygranych, motywujących porażkach i “robieniu swojego” opowiada Karolina Hamer.
Jakie są Twoje oczekiwania wobec Projektu Brazylia?
Projekt Brazylia ma dwa cele: sportowy, który skupia się na zebraniu funduszy na profesjonalny wyjazd Anny Omilan, Kacpra Rodziewicza, Krzysztofa Paterki i mój na Mistrzostwa Świata Niepełnosprawnych w pływaniu ( 29.11-7.12.09 w Rio de Janeiro). Założenie jest proste – najlepsi polscy zawodnicy mają mieć podobne standardy przygotowań jak ich zachodni koledzy. I cel społeczny, który ma pokazać realia sportu niepełnosprawnych na świecie na przykładzie Mistrzostw Świata w Rio de Janeiro i spróbować zmienić polską mentalność, a może bardziej przyziemnie być małym kamyczkiem ku zmianie tej mentalności. Pokażemy krew, pot i łzy, a nie rehabilitację. Projekt Brazylia? Zaczynamy!
Jakie obowiązywały kryteria przy wybieraniu ekipy filmowej, która ma stworzyć film z tego wyjazdu?
Któregoś wieczoru z moją przyjaciółką Olą, rozmawiałyśmy o pomyśle stworzenia tego projektu długo i namiętnie. W pewnym momencie, gdy chodziło o kwestię, kto, z kim i dlaczego Ola powiedziała: dobierz sobie ludzi tak, żeby każdy był przydatny, a jednocześnie żebyście się mogli razem dobrze bawić. Tak też zrobiłam. Każdego z ekipy filmowej uwielbiam jako człowieka, a jednocześnie totalnie szanuję za profesjonalizm w podejściu do tego projektu, wybór własnej drogi życiowej i mam do wszystkich pełne zaufanie – chociaż czasami krzyczę (śmiech). Strona internetowa np. mnie powaliła, chociaż mój czynny udział w jej powstawaniu oscylował koło zera.
Czemu zdecydowałaś się na to, by film opowiadał o trzech osobach, a nie tylko o Tobie?
Bo nie mam potrzeby bycia w każdej lodówce (śmiech). Poza tym mam poczucie, że film pokazujący cztery rożne osobowości, których wspólnych mianownikiem jest determinacja w dążeniu do celu będzie po ludzku ciekawszy, bardziej wielowymiarowy. Tym filmem chcę nie tyle wypromować konkretne osoby, co skonfrontować myślenie o sporcie niepełnosprawnych w Polsce z rzeczywistością, a jednocześnie “podać ” to wszystko w fajnej, zjadliwej formule, z pomysłem.
Jak odnosisz się do swoich wygranych? A jak traktują je Twoi najbliżsi?
Wiesz co, odpowiem w formie anegdoty. Ostatnio podeszły do mnie w sklepie dwie nieznajome dziewczyny i gratulowały mi jakieś tam nagrody. Grzecznie, więc podziękowałam, życzyłam miłego dnia. Po pięciu sekundach zapomniałam o całej sprawie i poszłam kupić krem na cellulit (śmiech). Dystans do wygranych mam spory, cieszę się po prostu, że mam pasję i „Zdziśkowi z bloku obok” albo „Pani Kasi z mięsnego” życzę tego samego. Co do moich najbliższych to pytanie raczej do nich, a nie do mnie. Wydaję mi się, że wykazują podobną wstrzemięźliwość do mojej. Wartość człowieka nie zależy przecież od tego ile ma medali czy jaki ma stan konta.
Jak traktujesz swoje porażki? Motywują Cię, czy też całkiem załamują?
Porażki zawsze bardzo przeżywam. Mam nawet taki rytuał użalania się nad sobą, który trwa w zależności od wagi niepowodzenia – w przedziale od dwóch minut do trzech miesięcy (śmiech). Przyznasz, że rozrzut niemały. Potem mam fazę zbierania sił i wytężonej pracy nad najsłabszym elementem np. techniki, żeby w najmniej oczekiwanym momencie z większą determinacją i „powerem” wrócić do gry. I tak „w kółko”. Można, więc powiedzieć, że porażki mnie motywują na swój zakręcony sposób.
Gdzie, w takim razie znajdujesz motywację i siłę do działania?
Wola walki, aktywność z jednej strony jest jakby do mnie przypisana. Dobre geny (śmiech). Z drugiej strony prawdziwą inspiracją są dla mnie bliscy. To kochani ludzie, którzy swoimi osobami cały czas umacniają we mnie przekonanie, że “jakby nie było to pochytam”. Obcować z takimi ludźmi to wielki zaszczyt, dar, a także inspiracja. Tak sobie razem biegamy, to tu to tam.
Jakimi wartościami kierujesz się w życiu? Za jaką osobę się uważasz?
Jestem dobra, miła, sympatyczna i uczynna (śmiech), a żeby było ciekawiej i drożej zarazem, to wszystko gubię. A poważnie jako dziecko przeszłam kilka operacji, to była taka syzyfowa praca, usprawnianie, operacja, usprawnianie, operacja, usprawnianie…. Praktycznie od zawsze priorytetem dla mnie było to, żeby nigdy nie usiąść na wózku, żeby być samodzielnym. Walczyli o to moi rodzice, siostra i ja walczyłam. Myślę, że ta walka i przekonanie, że wszystko można „pochytać” wryła mi się w osobowość i jest jedną z najbardziej charakterystycznych moich cech. Jestem też osobą specyficzną, wywołującą duże emocje. Cały czas uczę się spokoju, słuchania innych, tolerancji dla innych poglądów dystansu do siebie i elastyczności. Przede mną więc, długa, aczkolwiek ciekawa droga. Mam również nadzieję, że bliscy mi ludzie, mają pewność, że jestem, czuwam i nigdzie się nie wybieram – chyba, że do Brazylii (śmiech).
Opowiedz o ciemnych stronach bycia sportowcem: ciężkich treningach, wczesnych pobudkach, wyrzeczeniach, dietach…
Zaczęłam trenować pływanie w wieku 17 lat i była to moja świadoma decyzja, także ból związany z wyrzeczeniami nie był wielki. Zawsze chciałam pływać jak najlepiej. Odpowiednia dieta, ćwiczenia fizyczne, praca z psychologiem po prostu przybliżają mnie do tego celu. Pływam w fajnym klubie,mam świetny kontakt ze swoimi trenerami Jakubczykiem i Andrzejewskim, współpracuję z wybitną psycholog Adrianną Zagórską, a pieczę medyczną nade mną trzyma Sport-Klinika w Żorach. Słuchamy się wszyscy nawzajem starając nie napinać, tylko robić swoje. Z tego względu zdecydowanie preferuję pracę w klubie, gdzie jestem zawsze traktowana partnersko. Jedynym potężnym problemem jest dla mnie wczesne wstawanie. Jeśli to tylko możliwe unikam tego jak ognia, a że finały najpoważniejszych imprez pływackich zawsze są popołudniu, mam niemały argument.
Jak traktujesz swoją niepełnosprawność? Ciężko Ci o tym rozmawiać czy też stało się to dla Ciebie naturalne i przestało być tematem tabu?
Wiesz, nie mam obsesji, mogę o tym swobodnie gadać. Przyznam jednak, że prawdopodobnie do końca swoich dni będę postrzegana najpierw jako niepełnosprawna, a potem jako sportowiec. To piętno. Strasznie mnie wkurza. Dla mnie osobiście niepełnosprawność to bardziej problem mentalny. Pozwolenie na szarość w życiu to prawdziwa i jedyna niepełnosprawność. Ludzie mają po prostu różne ograniczenia – to normalne. Jeden jest niepełnosprawny i energiczny, a drugi ślamazarny i zdrowy, który będzie lepiej pływał na krótkich dystansach? Obstawiam, że ten pierwszy.
Jak w naszym kraju traktowane są osoby niepełnosprawne? Czy Polacy mają problemy z tolerancją?
Żeby odpowiedzieć naprawdę kompetentnie na to pytanie trzeba by spojrzeć na badania i odpowiednio je porównać. Dla mnie osobiście, z jednej strony widoczne nierzadko w Polsce dyskredytowanie kogoś z powodu koloru skóry, religii, orientacji seksualnej czy wreszcie niepełnosprawności jest po prostu śmieszne, świadczy o zaściankowości, a z drugiej strony sama mam swoje preferencje, np. uwielbiam spaghetti, a nie cierpię truskawek i lodów. I jestem gotowa “zginąć” w obronie spaghetti (śmiech) i paru innych rzeczy.
Jak wyglądają w Polsce realia sportu niepełnosprawnych?
W Polsce jest jeden podstawowy problem panuje powszechne przeświadczenie po pierwsze, że sport niepełnosprawnych to rehabilitacja, a po drugie, że medale są rozdawane wszystkim bądź prawie wszystkim niemal za uczestnictwo. Podczas, gdy na świecie to szacunek, wielkie wyniki, koncerny, reklamy i showtime. Jak to się robi? – Pokażemy w Projekcie Brazylia. Tak po prostu.
Nie ukrywajmy – zbliżasz się do wieku, w którym wielu sportowców kończy karierę. Jak podchodzisz do tego, że wkrótce i na Ciebie przyjdzie pora? Będziesz cieszyć się, że przeszłaś na zasłużoną “emeryturę”, czy też zawsze będzie Ci czegoś brakować?
Nie myślę na razie o emeryturze. Ostatnie moje lata w pływaniu to była taka “zadyszka na ostatniej prostej”. Dwie operacje barków, nieporozumienia w kadrze. Teraz to wszystko zostawiam z tyłu. Rok 2009 jest najlepszy w mojej karierze. It’s Hamertime.
Rozmawiała: Aneta Błażejczyk.
naprawdę fajny wywiad
Karolinko – naprawdę jestem pod wrażeniem !
Już jestem stałym fanem tego projektu .
Karolinko – naprawdę jestem pod wrażeniem !Już jestem stałym fanem tego projektu .
+1