Wywiad z Krzysztofem Paterką dla www.karolinahamer.com

Brązowy medalista Igrzysk Paraolimpijskich Ateny 2004 oraz Mistrzostw Świata Durban 2006, wielokrotny rekordzista i wielokrotny mistrz Polski w pływaniu stylem klasycznym i stylem zmiennym. Poza tym student czwartego roku informatyki na UAM w Poznaniu. Do tego osoba uwielbiająca tzw. aktywny wypoczynek. Jego drugą pasją jest fotografia. Z natury człowiek bezkonfliktowy, stara się wykorzystać każdą chwilę. Podczas wyjazdów oprócz pływania zwiedza atrakcyjne miejsca i szlifuje języki obce. Podczas naszej rozmowy opowiedział czego oczekuje od Projektu Brazylia, jak odnosi się do swoich porażek i o tym co myśli o nietolerancji Polaków.
Jakie są Twoje oczekiwania wobec Projektu Brazylia? Czym jest dla Ciebie ten projekt?
Przede wszystkim chciałbym, aby ten projekt pozwolił mi się profesjonalnie przygotować do nadchodzących Mistrzostw Europy w Reykjaviku i Mistrzostw Świata w Rio de Janeiro. Marzeniem byłoby zdobycie na nich medalu, co na pewno nie będzie łatwe, ponieważ ostatnimi czasy na moim koronnym (i niestety jedynym, na którym mam szanse medalowe) dystansie pojawiło się wielu konkurentów, którzy równie bardzo jak ja pragną być w pierwszej trójce. Żeby osiągnąć zamierzony cel będę musiał zbliżyć się do rekordu życiowego osiągniętego dość dawno, bo na Paraolimpiadzie w Atenach w 2004 roku. Wierzę jednak, że jestem w stanie to zrobić m.in. dzięki Projektowi Brazylia. Tak, więc Projekt Brazylia jest dla mnie ogromną mobilizacją i szansą do ciężkiego treningu.
Jak odnosisz się do swoich wygranych? A jak traktują je Twoi najbliżsi?
Każda wygrana jest dla mnie bardzo miłym ukoronowaniem ciężkiej pracy, ale jednocześnie mobilizacją do kolejnych treningów, gdyż mam świadomość, że sportowi rywale na następnych zawodach będą chcieli się „odkuć”. Wiem również, że zawsze jest jeszcze coś więcej do zdobycia tym bardziej, że jak do tej pory nie posmakowałem największego triumfu, jakim jest złoty medal na Paraolimpiadzie.
Moi najbliżsi bardzo się przejmują moimi sukcesami, często bardzo niż ja. Dla przykładu powiem, że mój najlepszy przyjaciel, gdy tylko wychodzimy gdzieś razem i poznajemy kogoś nowego to najczęściej przedstawia mnie jako olimpijczyka, może nie zawsze mi się to podoba, ale tak już jest, doceniam to i jestem mu za to wsparcie bardzo wdzięczny.
Jakimi wartościami kierujesz się w życiu? Za jaką osobę się uważasz?
Uważam, że najważniejszy w życiu jest szacunek dla innych ludzi. Rozumiem przez to również myślenie o konsekwencjach wszystkich czynów tj. trzeba przewidywać czy daną rzeczą nie wyrządzę komuś krzywdy, a jeżeli już to się wydarzy to należy to możliwie szybko naprawić. Oczywiście wszyscy wiemy, że to nie zawsze wychodzi tak jak byśmy chcieli, ale ważne są chęci i starania.
Uważam się za osobę, która nie szuka konfliktu i stara się każdy spór możliwie szybko załagodzić lub zażegnać. Może momentami jestem zbyt naiwny, ale ciężko dochodzi do mnie myśl, że ktoś jest wrogo nastawiony i że nie da się go zmienić, dlatego sam czasem na tym cierpię.
Jak traktujesz swoje porażki? Motywują Cię czy też całkiem załamują?
Odpowiem może przytaczając sytuację z życia, bo ona najlepiej zobrazuje mój stosunek do porażek w sporcie. Mianowicie na Paraolimpiadzie w Atenach w 2004 roku doświadczyłem bardzo przykrego zdarzenia, a konkretnie na swoim koronnym dystansie zdobywając wtedy srebrny medal, dostałem dyskwalifikację za drobny błąd techniczny. Jednak nie dowiedziałem się o niej natychmiast po dopłynięciu tak jak powinno się to odbywać tylko musiało minąć aż 25 minut. Sytuacja wyglądała dokładnie tak. Wyszedłem z wody w połowie szczęśliwy ze srebra i wyniku lepszego od rekordu życiowego o ponad 6 sekund i w połowie załamany, bo do złota zbrakło tylko 0,37 sekundy, a przewagi nad trzecim miałem aż 9 sekund (dla niezorientowanych w realiach jest to około 15 metrów). Wtedy rozpoczął się czas oczekiwania na dekorację, a ja cały czas byłem nieświadomy „dyskwy” – mówiąc językiem sportowców. Ceremonia dekoracji przebiegła tak jakby wszystko miało być w porządku, wręczono nam medale, choć już wtedy wiedziałem, że jest coś nie tak, bo koledzy z ekipy gestami z trybun przekazali mi, że spotkało mnie to nieszczęście. I teraz uwaga, oni wiedzieli to od mojego prezesa klubu Romualda Schmidta, który był w tym czasie w Polsce i przeczytał to w internecie, również moi rodzice w domu wiedzieli szybciej niż ja. Dopiero po zejściu do szatni z medalem podeszła do mnie główna organizatorka zawodów Anna Green i upewniła mnie, że niestety trenerka i koledzy mieli rację. Medal oczywiście musiałem oddać. Była to chyba największa organizacyjna „kucha” Greków na tej Paraolimpiadzie, to nie miało prawa się stać na zawodach tej rangi, a jednak się stało. Oczywiście nie muszę nikomu chyba mówić, że płakałem jak dziecko do późnej nocy i niczyje słowa nie były wstanie mi pomóc. Pamiętam ten dzień bardzo dokładnie do dziś i pewnie jeszcze długo nie zapomnę. Ale do rzeczy. Następnego dnia wstałem i oczywiście nie byłem najszczęśliwszym człowiekiem, ale już tylko myślałem o tym jak bardzo dam z siebie wszystko za kolejne 6 dni tj. w dzień tej „brązowej” sztafety. Byłem tak bardzo pobudzony i żądny rewanżu, że nie mogłem się doczekać tej chwili. Jak już zapewne wiecie udało się, dzięki doskonałej współpracy całego zespołu zdobyliśmy upragniony medal. Moja radość była tak wielka, że ściskając kolegę ze szczęścia przygryzł sobie wargę (śmiech). Myślę, że powyższa historia bardzo dokładnie opisuje moje zachowanie po porażce i, że nie muszę nic już dodawać.
Jeśli miałbym się odnieść do porażek życiowych to myślę, że jest dokładnie tak jak w sporcie.
Gdzie znajdujesz motywację i siłę do działania?
Motywacją są dla mnie m.in. atrakcyjne miejsca, w których odbywają się zawody. Mam możliwość w ten sposób poznać zwyczaje ludzi z innych państw niekoniecznie bardzo odległych od Polski jak na przykład RPA, ale też innych państw Europy. Wyjazdy zagraniczne jest to też dobry sposób na doszlifowanie języka obcego.
Już dość dawno zorientowałem się, że pływanie jest dla mnie jak nałóg, tzn. nie mógłbym go tak po prostu rzucić. Również grupa, jaką tworzymy jako Kadra Narodowa jest bardzo zżyta i ciężko byłoby mi się z nimi rozstać.
Oczywiście znajomym i rodzinie powtarzającej w chwilach słabości - „Nie, jeszcze nie czas, by z tym skończyć” też zawdzięczam, że udało mi się już wytrwać te ładne kilkanaście lat, bo od samego początku tj. nauki pływania niedługo minie 19 lat, czyli ponad ¾ mojego dotychczasowego życia. Gdy się tak nad tym zastanawiam, to sam się dziwię, kiedy to minęło.
Opowiedz o ciemnych stronach bycia sportowcem: ciężkich treningach, wczesnych pobudkach, wyrzeczeniach, dietach…
Cóż można rzec. Nie jest łatwo, treningi najczęściej zaczynamy o 7 rano, więc pobudka jest najpóźniej koło 6, bo trzeba jeszcze coś przekąsić, żeby nie pływać z uczuciem głodu, bo wtedy nie myśli się o maksymalnym wysiłku tylko – „kiedy to się już wreszcie skończy i będzie można coś zjeść”. Jednak trzeba dobrze wiedzieć ile zjeść, żeby z kolei po rozgrzewce już nam się nie odbijało (śmiech). Jeśli już jestem przy temacie jedzenia to jak do tej pory jako takiej ścisłej diety stosować nie muszę. Wiadomo, że nie przesiaduje w McDonaldzie dzień w dzień, ale zwykły zdrowy rozsądek wystarcza mi, by utrzymać potrzebną formę. Mówiąc o wyrzeczeniach trzeba przede wszystkim wspomnieć o rezygnacji (bardzo często w całości) z wyjazdów wakacyjnych, gdyż w tym właśnie czasie odbywa się najwięcej zgrupowań sportowych. Nie jest to jednak, aż tak uciążliwe, gdyż czasem znajdą się jakieś dwa tygodnie na wspólny wypad ze znajomymi, a gdy już sezon jest bardzo pracowity i się nie uda, to chociaż miejsce organizacji zawodów rekompensuje tą ciężką pracę, bo prawie zawsze (gdy ktoś sam potrafi sobie zorganizować) uda się zwiedzić jakieś ciekawe miejsce w danym kraju.
Jak traktujesz swoją niepełnosprawność? Ciężko Ci o tym rozmawiać czy też stało się to dla Ciebie naturalne i przestało być tematem tabu?
Zdecydowanie mogę powiedzieć, że nie zauważam już swojej niepełnosprawności. Na pewno ma na to wpływ to, że moja amputacja jest wadą wrodzoną i wszystkich podstawowych czynności uczyłem się od małego. Ciężko jest mi sobie wyobrazić, że będąc pełnosprawnym tracę rękę w wypadku i np. zakładania skarpetek muszę się uczyć na nowo. Wszystkich, którzy uważają, że ta czynność jest banalnie prosta przy użyciu jednej ręki zachęcam do próby. Również wiązanie sznurowadeł od butów jest dość utrudnione. Ale wracając do tematu twierdzę, że rozmowa na temat mojej niepełnosprawności nie jest tematem tabu. Na potwierdzenie tego powiem, że gdy jesteśmy na zgrupowaniach w „naszym” towarzystwie, to nie ma dnia, kiedy byśmy sobie z tego nie żartowali. Często te sytuacje przez innych mogą być postrzegane jako dość ostre docinki, ale dla nas jest to całkowicie normalne i akceptowalne, a przede wszystkim śmieszne.
Jak w naszym kraju traktowane są osoby niepełnosprawne? Czy Polacy mają problemy z tolerancją?
Może ponownie przytoczę tutaj sytuację, która kiedyś mi się przydarzyła, a dobrze ją zapamiętałem, bo trochę mnie załamała. Kiedyś po treningu na basenie, postanowiłem się rozluźnić w jacuzzi. Siedział w nim tylko ojciec z dzieckiem, więc bez zastanowienia się do nich dosiadłem. Nie minęło 15 sekund, gdy dziecko pyta tatę, co mi się stało w rękę i nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie reakcja ojca. Ten pan zamiast ze spokojem wyjaśnić dziecku, to szarpnął je za rękę i uciekł, czym prędzej z basenu nic nie mówiąc synowi. Jest to moim zdaniem karygodne zachowanie, bo maluch oczywiście mu się wyrywał i wołał: „Tato nie, ja chcę jeszcze zostać, dlaczego już idziemy”, ale nie przyniosło to żadnego rezultatu. Myślę, że to całkowicie obrazuje stosunek polskiego społeczeństwa do osób niepełnosprawnych.
Ciekawym spostrzeżeniem jest także zachowanie ludzi, gdy widzą grupę niepełnosprawnych. Bardzo często, gdy idziemy gdzieś razem na obozie, to mijający nas ludzie nagle przerywają rozmowę i milkną patrząc się bardzo wymownie. Nie jest to dla nas miłe, ale zdążyłem się już przyzwyczaić.
A jak w Polsce wyglądają realia sportu niepełnosprawnych?
Zacznę może od tego, że na przestrzeni kilku lat jest coraz lepiej, jednak cały czas władze szczególnie te w stolicy traktują „nasz” sport jak rehabilitację, a już od dawna tak NIE jest. Na potwierdzenie mogę podać różnice czasowe np. na dystansie 50 m stylem dowolnym w mojej grupie tj. S9. W Pekinie w finale różnica pomiędzy pierwszym a ósmym wynosiła 1,32 sekundy. Na 100m tym stylem było to niecałe 3 sekundy. A gdzie tu mowa o podium. Często zdarza się, że kolor medalu zależy od kilku setnych sekundy. Koleżanka w stolicy Chin przegrała złoto o 0,02 sekundy. Myślę, że więcej przykładów nie muszę podawać. by móc śmiało stwierdzić, że to już nie jest zabawa tylko ciężka praca, która powinna być profesjonalna, a o to bardzo ciężko bez wsparcia władz. Dlatego odpowiadając na pytanie, moim zdaniem sport niepełnosprawnych w Polsce jest zdecydowanie niedoceniany i jeżeli to się w niedalekiej przyszłości nie zmieni to z roku na rok będziemy gorzej wypadać w światowej czołówce. Na Paraolimpiadzie w Atenach polska ekipa zdobyła 54 medale w Pekinie już 30. Pamiętajmy jednak, że ekipa Paraolimpijczyków liczyła 91 osób, a Olimpijczyków, aż 258 i zdobyli oni jedynie 10 medali. Tak więc nie rozumiemy dlaczego tak mało się o nas mówi choćby w mediach. Świat dąży do wyrównania traktowania sportu zdrowych i niepełnosprawnych, a u nas w kraju niewiele się dzieje w tym kierunku.
Osiągnąłeś już wiele, jednak powiedz, który medal sprawił Ci najwięcej radości?
Tutaj się nie będę rozpisywał, zdecydowanie ten ze sztafety z Paraolimpiady z Aten. Po pierwsze dlatego, że olimpiada jest najważniejszą imprezą sportową dla każdego zawodnika, po drugie, że był on zdobyty po porażce jaką była dyskwalifikacja i byłem wtedy „żądny krwi” (śmiech).
Studiujesz informatykę, to przyszłościowy kierunek – czy z tą dziedziną nauki wiążesz swoją przyszłość?
W tej chwili jestem na czwartym roku tych studiów i powiem tak, chciałbym żeby moja przyszła praca była związana z tym kierunkiem, jednak cały czas mam obawy, że nie wiem wystarczająco dużo by móc to robić wystarczająco dobrze.
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała: Aneta Błażejczyk
Krzysiu, oprócz tego że jesteś moim przyjacielem, jesteś też moim idolem, wielu ludzi powinno z Was brać przykład jesteście fenomenalni i wierzę że Wam się uda!
(Zresztą sam wiesz, dla mnie zawsze jesteś zwycięzcą, dzięki za wszystko bracie !!)