Wiosenna lekkość bytu (Zośka nie pękaj).

W  zimie lubię sobie konkretnie pomarudzić. Sensu oczywiście to nie ma żadnego, ale że narzekanie jest naszym sportem narodowym , oddaję się mu z największą pasją.

Wychodzi wtedy ze mnie taka mała Zośka, jest wkurzona, non-stop tupie, wie wszystko najlepiej i nieustannie obraża się na świat. Mieszkanie ma za małe, rolety nie tego koloru. Sąsiad za głośno chrapie, specjalnie oczywiście na przekór Zośce. To bardziej niż pewne. Na dworze za zimno, nie mówiąc już o tym,że za biało i bez sensu….do tego na trening trzeba iść. Koniec świata po prostu.

Słucham tej swojej Zośki uważnie, czasem nawet ją rozumiem, z poblażniem przytulam do siebie, robię gorącą herbatę i mówię : “Ej Zośka, wiosna idzie”. Uśmiecha się do mnie szeroko, z błyskiem w oku i  rolety…jakieś takie fajne się robią, a wyluzowany Bob Marley spoglądający znad łóżka to już w ogóle cudowna lekkość bytu….brazylijska prawie. Bywajcie KH

 

Wiosenna lekkość bytu.

 

 

 

 

 

Zostaw odpowiedź